
Dziś będzie troche więcej o emocjach sportowych, niż o samym sporcie. Konkretniej o emocjach, jakie wytwarza w kibicach działanie tak zwanych leśnych dziadków i sposobie jaki znaleźli ci pierwsi na upuszczenie odrobiny złości.
Konflikt na tle wszyscy ludzie – PZPN, zna już chyba każdy w Polsce, a przynajmniej każdy, kto kiedykolwiek choć na chwilę zainteresował się piłką nożną w naszym pięknym kraju. Otóż kibice - próbujący od dłuższego czasu uświadomić szanownym działaczom, że ich działalność jest równie przydatna dla polskiej piłki, jak komunizm dla prywatnego sektora usług – stwierdzili, że mają już powoli dość bzdur, które systematycznie serwuje im rzecznik leśnych dziadków. Jak stwierdził przewodniczący reprezentacji kibiców: „Ci panowie przez cały czas opowiadają nam tylko i wyłącznie bajki dla dzieci. Problem polega jednak na tym, że szczęśliwego zakończenia jak nie było, tak nie ma i nic nie zapowiada, aby miało nastąpić. Według pana rzecznika zjedzenia babci przez wilka, jest nie tylko słuszne, ale nawet wskazane i jak dotąd zaoowcowało jedynie samymi zyskami dla Kapturka.” Trzeba przyznać, że było to wypowiedź dość nietypowa, prawda? Pewnie jednak mało, kto by o niej usłyszał, gdyby nie działanie, które sprowokowała. Otóż jak twierdzą kibice, aby pokazać, że nikt w polskiej piłce nie akceptuje działań PZPN, podczas rozgrywek najbliższej kolejki ekstraklasy, na wszystkich stadionach w Polsce zabrzmią... no właśnie co? Otóż wcale nie typowe kibicowskie przyśpiewki. Cała Polska zamierza śpiewać... piosenki dla dzieci, aby pokazać w ten sposób, co myśli o sposobie traktowania kibiców przez związek. Czy takie działanie da jakichś efekt? Najpradopodobniej nie, ale i tak trzeba przyznać, że będzie to ciekawe wydarzenie i z pewnością zyska spory medialny rozgłos. Krótko mówiąc szykują się nam ciekawe wydarzenia, i gdyby tak jeszcze zakończenie było w końcu bajeczne....Pozdrawiam i zapraszam na stadiony.
Czytałem ostatnio ksiażkę Nikodema Marszałka - „Motywacja bez granic”, wiem, że pozornie nie ma to wiele wspólnego ze sportem, dlaczego zatem o tym piszę?

Otóż autor podał tam kilka przykładów budowania swojej silnej woli i wyznaczanie sobie celów. Celów, które należy realizować w odpowiednim czasie i w konsekwentny sposób. Ok, wiem, że większość tego typu książeczek to pierdoły dla ludzi, którzy zbyt dużo popsuli w swoim życiu, ale wydaje mi się, że jeśli chodzi o cele, ich wyznaczanie i realizowanie, to autor ma więcej niż dużo racji. W końcu prawie wszyscy sportowcy trenują i przestrzegają diety w sposób taki, jak opisuje to pan Marszałek. Być może i dieta proteinowa albo jakakolwiek inna, jaką stosują sportowcy nie jest dokładnie tym, co najważniejsze w „Motywacji bez granic”, ale...
No właśnie jak dużą role w sporcie odgrywa motywacja zawodnika? Czy aby nie jest to właśnie to, co odróżnia profesjonalny sport od zwykłej, fizycznej gry dla dzieci? Każdy z nas słyszał wielokrotnie o roli jaką odgrywa w sporcie psychologia, determinacja, pozytywne nastawienie, samodyscyplina i inne tym podobne elementy. Mam zatem pytanie. Dlaczego takie książki jak czytana przeze mnie „Motywacja bez granic” piszą psycholodzy lub trenerzy (bynajmniej nie sportowi), a nie sami sportowcy lub ich opiekunowie? Przecież gdzie jak gdzie, ale to właśnie w sporcie mamy obecnie najwięcej – miliony – przykładów, że dyscyplina i motywacja pozwalają przekraczać (nieprzekraczalne zdawałoby się) granice narzucane nam przez własne ciało. No i tutaj mam apel, nie umiem wprost uwierzyć, że w ,długiej jak ludzkość, historii sportu nie trafił się nikt, kto zamiast chwalić się, nie postanowiłby pomoć innym ludziom i pokazać im rolę motywacji. Jestem pewien, że musiał być ktoś taki, a ja po prostu o nim nie słyszałem. Jeśli zatem ktoś zna taką osobę, a najlepiej też tytuł napisanej przez nią książki, niech proszę da mi znać. Jestem tym ogormnie zainteresowany i obiecuję wspaniały artykuł porównujący obie pozycje, dozgonną wdzięczność informatorowi i zapisanie jego imienia i nazwiska złotymi zgłoskami w środku artykułu. Pozdrawiam i czekam na odpowiedzi.
Co prawda pora roku już coraz bardziej nie ta, ale dzisiaj będzie trochę o rowerach. A dokładniej o jednym... Otóż jestem tuż po walce z czymś, co zwie się Gazelle i stanowi zachodni odpowiednik naszej swojskiej rometowskiej Gazeli. Luba moja zażyczyła sobie takie cudo na święta. I niby łatwo... Poszukałem necie, kupiłem, przyjechało w kilkunastu paczkach (koła, rama, światła, koszyk, etc.) poskręcałem i już. Prościzna, ale nie kiedy ma się taką drugą połówkę jak ja... otóż rower, ma nie tylko jeździć i być zdrową, sportową alternatywą popołudnia przed telewizorem. Rower mojej lubej do tego wszystkiego musi być jeszcze... turkusowy (też nie wiedziałem co, to ale już wiem i wyjaśniam – taki inny zielony). Jednak żeby nie przydłużać tych prywatnych wynurzeń, chciałem tylko napisać, że okazuję się lakierowanie roweru to nie coś, co przekracza zdolności manualne przeciętnego faceta! Przysięgam wystarczy dostęp do sprzętu, pomieszczenie i chęci.
Jeśli mówią wam coś takie nazwy jak Binks albo DeVILBISS, to możecie śmiało skończyć czytać tutaj. Jeśli nie, hmmm to po prostu wpiszcie je sobie w wyszukiwarkę, ja powiem tylko tyle, że dzięki internetowi i odrobinie samozaparcia można mieć naprawdę ładny rower w dowolnym kolorze, za połowę jego sklepowej ceny, a jakość wykonania będzie podobna. A wiadomo sport sportem, ale trochę stylu nie zaszkodzi. :) Osobiście rozmyślam teraz nad niebieskim...


Odwieczny dylemat zamykający się w porównaniach „morze czy góry?” i doprawiony pytaniem „zimą czy latem?” był dotąd typowym zabijaczem czasu w kawiarniach i barach.
Wygląda jednak na to, że wraz z postępem cywilizacji, a w przypadku Polski także bogacenia się obywateli. Czy też mówiąc językiem ekonomistów - budowania stabilnej klasy średniej. Problem ten przestaje obowiązywać. Dzisiaj przeciętny Kowalski decyduje o swoim sposobie spędzania czasu niezależnie od pory roku. Tym samym przestał nieaktualnym stał się wielopokoleniowy model wakacji: letnich nad morzem i zimowych w górach. Jedynym krytetrium naszego wypoczynku stały się nasze zainteresowania. Jeśli preferujemy tenis – proszę bardzo wybierzmy obóz tenisowy. Jeśli wolimy narty – równie dobry wybór, jedzmy na narty. Prawda jest taka, że poszczególne wydarzenia niczym innym już się nie różnią. Zarówno obozy narciarskie, jak tenisowe, czy też dajmy na to kręglarskie oferują pełen wybór atrakcji. Poczynając od dj'ów i vj'ów, a na zwiedzaniu okolicy i innych animacjach czasu wolnego kończąc. W XXI wieku wraz z rozwojem techniki i zasobności porfeli przeciętnego obywatela, jedynym kryterium przy wyborze wakacji pozostaje jego hobby. I z tego zdecydowanie każdy sportowiec powinien się cieszyć. Otwartym pozostaje jednak inne pytanie, czy często nie jest tak, że pomimo coraz większego wyboru i lepszych możliwości finansowych pozostaje nam mniej czasu na prawdziwą aktywność fizyczną. Być może warto się nad tym zastanowić planując tegoroczne wakacje i wybrać taką dyscyplinę, która będzie najlepsza dla naszego zdrowia. Myślę, że nikomu nie zaszkodzi przy tym krótka konsultacja z lekarzem. A później... a później już tylko zdrowie!


